Wydawnictwo Na Czasie

Ankieta na temat Katalogu Kreatorzy

             Zapraszamy do wypełnienia ankiety!

Polecamy




O branży 360° eventu » Wywiady z osobowościami branży eventowej

360 º eventu - Organizator

 

Wywiad z Panem Maciejem Ogieniewskim




Otrzymał Pan tytuł w kategorii Organizator Roku 2009 wg miesięcznika MICE Poland. Jak Pan sądzi, jakimi cechami powinien wyróżniać się laureat tej nagrody?
To trudne i kłopotliwe pytanie, ponieważ odpowiedź na nie będzie sugerowała, że te cechy przypisuję sobie. Jednak muszę przyznać, że są to cechy, które nie do końca posiadam, ale do których dążę. Za koniecznie występujące wśród laureatów uznałbym: innowacyjność, rzetelność, profesjonalizm, transparentność, partnerskie relacje z klientami i zleceniodawcami, uczciwość w pracy z podwładnymi i podwykonawcami, świadomość społecznej roli biznesu i jego odpowiedzialności wobec otoczenia.

 Jakie są etapy tworzenia scenariuszu eventu?
Myślę, że każda firma, która zajmuje się spotkaniami ma swoją metodologię dopasowaną do profilu osób, które w niej pracują, a także profilu klientów z jakimi pracuje. Z pewnością można jednak wyróżnić kilka głównych etapów:
- briefing - zapytanie od klienta (zleceniodawcy) dotyczące jego wymagań, oczekiwań, grupy docelowej.
- debriefing - analiza zapytania po stronie agencji, która prowadzi do konfrontacji oczekiwań klienta z sytuacją rzeczywistą, jego profilem, a także grupą docelową do jakiej spotkanie ma być adresowane.
- formułowanie finalnego zapytania - na podstawie pytań dodatkowych zadawanych klientowi buduje się brief rozbudowany o dodatkowe informacje.
- scenariusz wstępny - to najbardziej kreatywny etap, tworzony na zasadzie burzy mózgów i hasła „Nie ma rzeczy niemożliwych".
- wstępna weryfikacja pomysłu z klientem i rzeczywistością.
- scenariusz finalny - wymyślone scenariusze wstępne podlegają weryfikacji opinii klienta i możliwościom ich realizacji.

Jak wygląda praca nad eventem? Nad czym trzeba skupić się najbardziej?
Najbardziej trzeba się skupić na detalach, smaczkach, wisienkach. Od nich tak naprawdę zależy jak spotkanie zostanie odebrane i zapamiętane, inne rzeczy, powtarzalne, które spotyka się na każdym spotkaniu należy wykonać z należytą perfekcją, jednak my mówimy, że to co robią inni traktujemy jako standard, a inne rzeczy robimy z doskonałością.

 Jaka jest Pana recepta na udany event?
Z pewnością nie ma jednej recepty, ale trzeba być świadomym dwóch rzeczy, które mają krytyczne znaczenie:
- komunikacja z klientem i należyte rozpoznanie jego potrzeb i grupy docelowej (choć czasem ze strony klientów otrzymuje się nie precyzyjne dane wynikające z wewnętrznych problemów komunikacyjnych).
- tworzenie scenariuszy ryzyka, tego co może pójść źle i minimalizacja zagrożeń organizacyjnych.

Czy większym wyzwaniem jest zorganizowanie incentivu w kraju czy za granicą?
To zależy od projektu i od organizatora. Ja mam wrażenie, że mimo wszystko za granicą, gdzie jeszcze występuje większa świadomość różnic między turystyką indywidualną i incentive, jest dużo łatwiej niż u nas. Choć i u nas się to zmienia i coraz więcej miejsc jest w stanie proponować realnie inny poziom usług i inne produkty dla klientów biznesowych, a nie tylko sprzedawać ten sam masowy produkt z etykietką incentive.

Zorganizowali Państwo w październiku 2009r. wyjazd incentive do Lizbony dla klientów firmy VTS. Co przy organizacji tej imprezy było największym wyzwaniem?
Generalnie w takich przypadkach największym wyzwaniem jest koordynacja. Krótki czas wyjazdu zmuszał do skumulowania wszystkich smaków, obrazów i wrażeń jakie chcieliśmy przekazać.

Bierze Pan udział w polskich jak i międzynarodowych wydarzeniach branżowych. Czy wg Pana sektor MICE w Polsce spełnia światowe standardy?
Myślę, że w coraz większym stopniu tak. Gdyby było inaczej to nie gościlibyśmy takich wydarzeń jest ESNEP, EFAPCO, MPI ECLF. Nasza przewaga nad innymi krajami będzie wynikała z nowej infrastruktury jaka zostanie zbudowana w ciągu najbliższych 2-5 lat. Po to, żeby być jeszcze bardziej konkurencyjnymi i podążać za trendami światowymi w tej branży powołaliśmy rok temu polski oddział największej na świecie społeczności branży spotkań MPI (Meeting Profesionalls International) www.mpiweb.pl.

Jakie są etapy tworzenia scenariuszu eventu?
Myślę, że każda firma, która zajmuje się spotkaniami ma swoją metodologię dopasowaną do profilu osób, które w niej pracują, a także profilu klientów z jakimi pracuje. Z pewnością można jednak wyróżnić kilka głównych etapów:

- briefing - zapytanie od klienta (zleceniodawcy) dotyczące jego wymagań, oczekiwań, grupy docelowej.
- debriefing - analiza zapytania po stronie agencji, która prowadzi do konfrontacji oczekiwań klienta z sytuacją rzeczywistą, jego profilem, a także grupą docelową do jakiej spotkanie ma być adresowane.
- formułowanie finalnego zapytania - na podstawie pytań dodatkowych zadawanych klientowi buduje się brief rozbudowany o dodatkowe informacje.
- scenariusz wstępny - to najbardziej kreatywny etap, tworzony na zasadzie burzy mózgów i hasła „Nie ma rzeczy niemożliwych".
- wstępna weryfikacja pomysłu z klientem i rzeczywistością.
- scenariusz finalny - wymyślone scenariusze wstępne podlegają weryfikacji opinii klienta i możliwościom ich realizacji.

Jak wygląda praca nad eventem? Nad czym trzeba skupić się najbardziej?
Najbardziej trzeba się skupić na detalach, smaczkach, wisienkach. Od nich tak naprawdę zależy jak spotkanie zostanie odebrane i zapamiętane, inne rzeczy, powtarzalne, które spotyka się na każdym spotkaniu należy wykonać z należytą perfekcją, jednak my mówimy, że to co robią inni traktujemy jako standard, a inne rzeczy robimy z doskonałością.

 Jaka jest Pana recepta na udany event?
Z pewnością nie ma jednej recepty, ale trzeba być świadomym dwóch rzeczy, które mają krytyczne znaczenie:
- komunikacja z klientem i należyte rozpoznanie jego potrzeb i grupy docelowej (choć czasem ze strony klientów otrzymuje się nie precyzyjne dane wynikające z wewnętrznych problemów komunikacyjnych).
- tworzenie scenariuszy ryzyka, tego co może pójść źle i minimalizacja zagrożeń organizacyjnych.

Czy większym wyzwaniem jest zorganizowanie incentivu w kraju czy za granicą?
To zależy od projektu i od organizatora. Ja mam wrażenie, że mimo wszystko za granicą, gdzie jeszcze występuje większa świadomość różnic między turystyką indywidualną i incentive, jest dużo łatwiej niż u nas. Choć i u nas się to zmienia i coraz więcej miejsc jest w stanie proponować realnie inny poziom usług i inne produkty dla klientów biznesowych, a nie tylko sprzedawać ten sam masowy produkt z etykietką incentive.

Zorganizowali Państwo w październiku 2009r. wyjazd incentive do Lizbony dla klientów firmy VTS. Co przy organizacji tej imprezy było największym wyzwaniem?
Generalnie w takich przypadkach największym wyzwaniem jest koordynacja. Krótki czas wyjazdu zmuszał do skumulowania wszystkich smaków, obrazów i wrażeń jakie chcieliśmy przekazać.

Bierze Pan udział w polskich jak i międzynarodowych wydarzeniach branżowych. Czy wg Pana sektor MICE w Polsce spełnia światowe standardy?
Myślę, że w coraz większym stopniu tak. Gdyby było inaczej to nie gościlibyśmy takich wydarzeń jest ESNEP, EFAPCO, MPI ECLF. Nasza przewaga nad innymi krajami będzie wynikała z nowej infrastruktury jaka zostanie zbudowana w ciągu najbliższych 2-5 lat. Po to, żeby być jeszcze bardziej konkurencyjnymi i podążać za trendami światowymi w tej branży powołaliśmy rok temu polski oddział największej na świecie społeczności branży spotkań MPI (Meeting Profesionalls International) www.mpiweb.pl.

 

360º eventu - Fotograf

Wywiad z Michałem Grzywaczem

Zaczęło się od Zenita? :) Jak wyglądały początki fotografowania?
Przygoda z fotografią zaczęła się dość wcześnie... na pierwszą komunię dostałem aż trzy aparaty. Nie przejawiałem wtedy jednak żadnych zainteresowań w tym kierunku i skończyło się na wysptrykaniu jednej kliszy. Prawdziwa pasja pojawiła się dopiero w 2006 roku, na pierwszą lustrzankę cyfrową uzbierałem myjąc okna na wysokościach. Początki samego fotografowania były dość trudne, szukałem wskazówek w internecie, przeczytałem kilka książęk, oraz jak na samouka przystało działałem metodą prób i błędów.

W lutym 2009 i w listopadzie 2007 miałeś autorskie wystawy w Krakowie. Czy planujesz podobne przedsięwzięcia w tym roku i czy chciałbyś wziąć udział w jakimś konkursie fotograficznym?
Moje życie składa się z dość niespodziewanych zbiegów okoliczności i tak właśnie było z tymi wystawami. Zostały mi zaproponowane w zaskakujących dla mnie okolicznościach. Pierwsza wystawa składała się z przekrojowych prac związanych z fotografią człowieka, druga natomiast prezentowała mój projekt związany z walentynkami. Myślę, że w odpowiednim momencie znowu pojawi się ciekawa propozycja wystawy, w każdym razie czekam na nią cierpliwe.
Jeśli chodzi o konkurs to zgadza się, chciałbym wystartować w tym roku w jednym, ale na tę chwilę nie będę zdradzał szczegółów, żeby nie zapeszyć.

Pracowałeś poza granicami Polski, w Paryżu oraz w Nowym Jorku. Gdzie miałeś lepszy komfort pracy i dlaczego?
Ciężko te dwa miejsca porównywać, między innymi ze względu na charakter fotografii jaki tam robiłem. W NY wykonywałem reportaż, a na komfort pracy miała duży wpływ znajomość języka angielskiego. W Paryżu natomiast zajmowałem się robieniem zdjęć stricte modowych.

Co jest dla Ciebie najtrudniejsze, a co najprzyjemniejsze w pracy fotografa?
Najtrudniejsza jest „walka" ze światłem podczas trudnych warunków reportażu, organizacja sesji i pracy całej ekipy zdjeciowej.
Bardzo lubię samą atmosferę całej sesji oraz to jak mogę patrzeć z boku na pracę całej ekipy zdjęciowej. 
Jednak nie ukrywam, że najprzyjemniejszy jest zawsze efekt końcowy mojej pracy, gdy wszystko idzie według mojego planu i mogę być dumny zarówno z mojego zaangażowania, jaki i tych, z którymi współpracuję.

Z jakiego projektu jesteś najbardziej dumny? 
Jest kilka moich sesji które lubię najbardziej, są też takie które mnie wiele nauczyły. Ciężko mi teraz powiedzieć która sesja to właśnie ta przepełniająca mnie dumą. Wydaje mi się, że osobiście jestem najbardziej zadowolony z tych projektów, które były trudne do realizacji i dopięcie wszystkiego na ostatni guzik było dla mnie prawdziwym wyzwaniem.

Jak wygląda praca fotografa przy evencie jakim jest pokaz mody?
Spotkałem się z trzema rodzajami fotografii podczas pokazu mody. Pierwsza, najbardziej oczywista to zdjęcia modelek podczas trwania pokazu. Wtedy dość ważne jest, by zdjęcia każdej modelki były podobne, ponieważ potem często wykorzystywane są w zestawieniu obok siebie. 
Ponadto fotograf często wykonuje zdjęcia na jednolitym tle zbliżone do zdjęć lookbook'owych, zaraz przed samym wyjściem modelek na wybieg, są to zdjęcia dokumentacyjne wykorzystywane przeważnie wewnętrznie przez firmy lub projektantów. 
Moja ulubiona część fotografii podczas pokazu to typowy backstage, czyli typowy reportaż z przygotowań przed i w czasie pokazu robiony w kuluarach.

Jakie są trudności w sfotografowaniu eventu w obiekcie, a w plenerze?
W fotografii jak wiadomo najważniejsze jest światło, to ono tworzy klimat i nastrój zdjęć, ono też umożliwia wykonanie lepszej lub gorszej fotografii. Dzisiejsze możliwości techniczne bardzo ułatwiają fotografom pracę, ale mimo to nie zawsze robienie reportażu jest łatwe i przyjemne.
Osobiście lubię pracować na świetle zastanym, jednak często podczas reportażu nie jest to możliwe ze względu na jego niedostateczną ilość lub złe rozmieszczenie światła sztucznego. Często też kłopotem może być sama topografia oraz wystrój miejsca w którym odbywa się event. Najbardziej prozaiczna sprawa to kolor i wysokość sufitu, od którego zazwyczaj fotograf odbija światło z lampy błyskowej. Jeśli jest np. zielony,
 reporter ma kłopot z zieloną dominantą na twarzach, czarny pochłania światło, a jeśli jest za wysoki to nie ma od czego odbijać. 
Eventy w plenerze to również często trudny temat dla reportera. Ostre południowe światło potrafi sprawić, iż ludzię się krzywią, mrużą oczy, na zdjęciach są duże kontrasty, łatwo o
 przepalenia itd. Plener potrafi również zaskoczyć deszczem lub śniegiem.
W obu przapadkach, czy to wewnątrz czy na zewnątrz, bardzo ważna jest swoboda działania fotografa. To czy ma wystarczająco dużo miejsca na swoją pracę, odpowiednie odejście i skadrowanie postaci.
Na pewno udzielenie fotografowi informacji dotyczących przebiegu imprezy, rozmieszczenia strefy dla publiczności, zmian oświetlenia podczas występu, ilości zaproszonych osób, może tylko pomóc w jego póżniejszej pracy podczas eventu.

360º eventu - Konferansjer

Wywiad z Panem Krzysztofem Skibą

Jak i kiedy zaczęła się pańska przygoda z branżą eventową w Polsce?
To był początek lat 90-tych. Czas wielkich przemian. Raczkował polski kapitalizm brodząc po kolana jeszcze w rzeczywistości dawnego systemu. Po raz pierwszy pojawiły się duże zachodnie firmy i koncerny, które zaczęły organizować imprezy dla swoich klientów i pracowników. Dynamicznie rozwijały się też prywatne polskie firmy. Od 1991 roku współprowadziłem razem z Pawłem Konnakiem magazyn rozrywkowy „Lalamido" w TVP . Jako ludzie nowi i reprezentujący dalece odmienny styl od gwiazd telewizji z czasów PRL-u szybko podbiliśmy serca młodej, telewizyjnej widowni, co zaowocowało zdobyciem Grand Prix na festiwalu w Sopocie dla „najlepszego programu muzycznego". Wraz z tym sukcesem posypały się zaproszenia na imprezy eventowe. O ile pamiętam pierwszy mój występ w roli konferansjera był dla firmy z branży kosmetycznej. 

Często w Pana wypowiedziach pojawiają się elementy prowokacji. W jaki sposób jest ona odbierana przez uczestników i organizatorów eventów?
Wiele zależy od tego jaki charakter ma mieć organizowany event. Jeżeli jest to super elegancka gala połączona z wręczaniem nagród w Teatrze Wielkim organizatorzy proszą mnie o możliwie łagodny typ żartów. Z kolei gdy impreza jest na luzie i ma charakter np. integracyjny albo po prostu mocno zabawowy wówczas jestem wręcz proszony o prowadzenie imprezy w swoim stylu. Aby dobrze się bawić razem z klientami stosuję dwie zasady. Nigdy nie przekraczam pewnych granic, bo wiem, że jest typ żartu który wybornie smakuje w wąskim gronie przy stoliku, ale może być uznany za przesadę gdy opowiada się go ze sceny. I zasada druga to taka, że bardzo swobodny styl narracji konferansjerskiej zostawiam na czas zabawy po godzinie 24. 

Jest Pan prekursorem radykalnego nurtu prześmiewczego w Polsce. Co sądzi Pan o dzisiejszej konferansjerce?
Bolączką wielu imprez jest mylenie aktorów z konferansjerami. Niestety aktorzy nawet ci najbardziej znani często nie nadają się na konferansjerów. To osoby, które w szkole aktorskiej uczyły się mistrzowskiej interpretacji tekstów, a nie improwizowania i mówienia z głowy. Aktor jest w stanie nauczyć się tekstu na pamięć i świetnie odtworzyć go później na scenie. To dobre w teatrze, ale fatalne podczas imprezy typu event. Konferansjer to osoba, która swobodnie pracuje z mikrofonem, improwizuje, wymyśla dowcipy na poczekaniu, potrafi dowcipnie komentować na bieżąco sytuację na scenie i sypie anegdotami jak z rękawa. Aktor gra wyuczoną rolę, a to nie przekłada się na zdobycie serc publiczności. Byłem wielokrotnie świadkiem gdy drogie serialowe gwiazdy swym marnym prowadzeniem znudziły publiczność czy wręcz zniszczyły imprezy. Każde działanie na scenie także konferansjerka „radykalnie prześmiewcza" musi być czymś naturalnym. Jeżeli ktoś na siłę będzie próbował być dowcipny to przegra.

Czy znany prowadzący jest wyznacznikiem dobrego eventu?

Na udany event składa się o wiele więcej elementów niż tylko prowadzący. Dobrze gdy prowadzący jest osobą znaną, bo w oczywisty sposób wzbudza większe zainteresowanie. Prowadzący powinien zaczarować publiczność. Porwać ją ze sobą. A tego nie da się zrobić tylko znaną twarzą. Znana twarz przyciągnie pod scenę i oderwie od kotleta większa grupę ludzi. Gwiazda ma gotowy kredyt zaufania u każdej widowni już na samym wejściu. Ale to co potem się dzieje na scenie zależy już od umiejętności i osobowości prowadzącego. Gdy prowadzenie marne to i znana twarz nie pomoże. Jeżeli prowadzącemu uda się wytworzyć radosną i sympatyczną atmosferę to nawet kiepski kelner, czy średnio wygodny hotel nie jest w stanie zakłócić nam zabawy.

Największa gafa podczas prowadzenia eventu?
To może nie gafa, ale rodzaj nieporozumienia. Podczas pewnej imprezy która była zorganizowana w klimacie brazylijskiego karnawału zostałem poproszony o wspólny występ z trzema tancerkami samby. Chodziło o wesołe komentowanie i wspólną naukę kroków do tego tańca. Trzy przepiękne i mocno brązowe tancerki z piórami w tyłku przystąpiły do pokazu. Powiedziano mi, że przyjechały prosto z Rio de Janeiro. Niestety jedna z nich znała język polski bo była studentką z Warszawy chodzącą zbyt często do solarium. Mój delikatny komentarz o tym, że samba z piórami w tyłku to brazylijski taniec godowy nie przypadł jej do gustu. Po występie była obrażona jak Jarosław Kaczyński po przegranych wyborach.

Z początkiem 2010 prowadził Pan już wiele imprez. Jak odnosi się Pan do kryzysu w branży eventowej?
Występy na eventach to tylko fragment mojej aktywności artystycznej. Piszę książki, felietony, scenariusze telewizyjne, gram w zespole rockowym i udzielam się w telewizji więc odwołanie jednej czy dwóch imprez nie wzbudza we mnie paniki. Wiele zależy od kondycji firm. Te w obliczu kryzysu strasznie ostatnio tną wydatki stąd mniejsza ilość imprez. Z rozmów branżowych wiem, że koledzy konferansjerzy mają średnio ok. 20 proc. mniej zamówień niż w latach poprzednich. Nie jest to jakaś tragedia choć pewną nerwowość w branży się wyczuwa. Cieszą się za to nasze rodziny, bo dłużej jesteśmy z nimi w domu.

Jaką z nadchodzących imprez typuje Pan za najważniejszą?
W show biznesie najważniejsze imprezy to zawsze te, które realizuje telewizja. Jest kilka przymiarek i propozycji, ale jeszcze za wcześnie by o tym mówić. Rok zacząłem ostro bo razem z Polsatem na Placu Konstytucji w Warszawie. W zeszłym roku wspólnie z Robertem Janowskim prowadziłem koncert Duety na festiwalu w Opolu, który miał rekordową od wielu lat, bo ponad siedmiomilionową widownię. A w tym roku z przyjemnością poprowadziłbym w duecie np. z Januszem Palikotem festiwal muzyki deathmetalowej.

360º eventu - dział techniczny

Wywiad z Panem Filipem Hamerlą


"Eventroom" jest obecny na rynku polskim od 1998r.
Państwa specjalnością jest profesjonalne nagłośnienie, projekcja video i oświetlenie. Realizujecie blisko 400 eventów rocznie. Co w przeciągu 12 lat zmieniło się w sektorze obsługi technicznej imprez?
Obsługa eventów związana jest z techniką, gdzie istotnym elementem jest postęp techniczny i rozwój nowych technologii. Teraz możliwości są zdecydowanie większe, łatwiejszy jest dostęp do nowego sprzętu i szkoleń dla obsługi technicznej.
Zwiększyła się także konkurencja, zarówno dzięki wzrostowi gospodarczemu jak i dotacjom z UE. Także klienci coraz częściej zwracają uwagę nie tylko na cenę, ale także na poziom obsługi - cena przestała być jedynym kryterium wyboru podwykonawcy.
W oświetleniu ruchome głowy zastąpiły skanery i zyskały nowe funkcje, lampy wyładowcze powoli zaczynają być wypierane przez technologię LED znacznie bardziej energooszczędną i coraz wydajniejszą.
Diody są używane coraz szerzej w wielu zastosowaniach, umożliwiły projekcje obrazu na zewnątrz obiektów przy oświetleniu słonecznym, co wcześniej nie było możliwe. Z kolei w multimediach pojawiły się ekrany plazmowe i LCD o dużych rozdzielczościach, projektory o rozdzielczościach High, Definition, a także cyfrowa obróbka sygnału pozwalająca uniknąć zakłóceń sygnału przy realizacjach na żywo.
W dźwięku rozwijana jest technologia systemów wyrównanych liniowo umożliwiająca znacznie dokładniejszy i czytelniejszy przekaz zarówno mowy jak i muzyki na większe odległości, gdzie prekursorem była firma L-Acoustics. Także konsolety cyfrowe znalazły już swoje miejsce na rynku rentalowym i touringowym.

Co Was wyróżnia spośród konkurencji?
Jakość sprzętu i poziom obsługi technicznej, starannie dobrana kadra i regularne szkolenia związane z zakupami nowego sprzętu.
Zapewniamy spokój Klientom przy realizacji imprez dzięki bogatym zasobom sprzętowym, co pozwala unikać niespodzianek, jakie mogłyby się wydarzyć przy dopożyczeniach sprzętu od innych firm. Możemy obsłużyć zarówno konferencję z tłumaczeniami symultanicznymi i multimediami, jak i nagłośnić plener na 10 000 osób przy użyciu najbardziej riderowego sprzętu, jaki jest dostępny na rynku - systemów L-Acoustics.
Obsługujemy także bardzo wymagających klientów, jakimi są pięciogwiazdkowe hotele, w których często goszczą zagraniczne delegacje rządowe a poziom obsługi jest kluczowy dla sukcesu przedsięwzięcia.

Czym różni się zaopatrzenie techniczne imprezy plenerowej od zamkniętej? 

Impreza plenerowa jest bardziej wymagająca pod względem mocy i zabezpieczenia sprzętu zarówno przed kaprysami pogody, jak i "pomysłami" na uatrakcyjnienie imprezy przez przypadkowych uczestników, o próbach kradzieży nie wspominając.
Znacznie większe ilości okablowania i zabezpieczenia przed deszczem i uczestnikami imprezy, a także niezależne zasilanie agregatem prądotwórczym.
Przy imprezach zamkniętych nie ma ryzyka związanego z deszczem, wiatrem czy słońcem. Znacznie łatwiej przebiega zarówno montaż jak i realizacja nawet skomplikowanych eventów, a sprzęt nie jest narażony na zanieczyszczenie kurzem czy pyłem jak ma to miejsce przy imprezach plenerowych.
Przy takich imprezach niezwykle ważna jest estetyka sprzętu jak i sposób jego montażu, na równi wręcz ze sprawnością techniczną.

Jaki wpływ na całokształt eventu ma obsługa techniczna?
Nawet najlepszy sprzęt bez fachowej obsługi pozostaje tylko zwykłym sprzętem. Dopiero świetnie wyszkolony i doświadczony technik w połączeniu z zaawansowaną technologią jest gwarancją sukcesu realizacji imprezy. Ważną rolę w podwyższaniu kwalifikacji obsługi odgrywają wielogodzinne szkolenia i nauka możliwości nowego sprzętu.

Należą Państwo do światowego systemu L-ACOUSTICS RENTAL NETWORK. Czy może Pan powiedzieć coś więcej na ten temat?
W 2008 nasza firma dołączyła do jedynej swojego rodzaju organizacji na świecie - sieci rentalowej L-Acoustics - prestiżowe grono ściśle wyselekcjonowanych i limitowanych certyfikowanych firm wypożyczających referencyjny system nagłośnieniowy dV-DOSC.
Oznacza to możliwość współpracy przy dużych realizacjach niemożliwych lub nieopłacalnych do wykonania przez jedną firmę. Uczestnictwo w sieci pozwala wyróżnić się spośród innych firm, świadczyć na wysokim poziomie usługi nagłośnieniowe, czerpać z doświadczeń i rozwiązań technicznych opracowanych przez uczestników. Sieć rentalowa zawiera ponad 400 firm na całym świecie, około 2000 wyszkolonych techników i inżynierów używających w sumie ponad 20 000 głośników z technologią falowodu DOSC - Diffuseur d'Onde Sonore Cylindrique ("żródło cylindrycznej fali dźwiękowej"), pracującą na takich samych rozwiązaniach sprzętowych.
Wspólny standard umożliwia tzw. cross-rental pomiędzy firmami w sieci, co znacząco skraca czas pracy przy montażach i realizacjach. Wszędzie na świecie zamawiając konkretny zestaw wiadomo jak będzie zapakowany, okablowany i działający razem ze sprzętem, jaki posiadamy, a obsługa techniczna nie będzie miała najmniejszego problemu z jego obsługą.

 Jaka impreza była dla Państwa największym sukcesem?
Nie dzielimy imprez na te udane i mniej udane. Największym sukcesem jest zadowolenie klienta, i możliwość współpracy przy kolejnym evencie, kongresie, koncercie...

Facebook Twitter Blip Flaker Linked In